Batyskaf

Sztaba i Szelągowska mają gust!

 

Z niecierpliwością czekam na zdjęcia z nowej rezydencji Williama i Kate. Mam nadzieję, że nie będą egoistami i podzielą się ze światem tym, jak wyglądają ich pokoje. Zżera mnie ogromna ciekawość. W końcu wiele sławnych osób nie ma oporów przed pokazywaniem swoich mieszkań, to dlaczego oni by mieli mieć. Zobaczymy, co się wydarzy.

 

A ja tymczasem szukam inspiracji do mojego nowego mieszkania. Chyba wpadłam w małą obsesję, bo potrafię trwonić godziny na wertowaniu folderów, stron, serwisów aukcyjnych. Nie wiedziałam, że tyle jest sposobów na znalezienie inspiracji! I nie tylko, bo można też podpatrzeć wiele ciekawych i praktycznych rozwiązań technicznych.

 

Jednym ze źródeł inspiracji stały się dla mnie domy polskich gwiazd. Tak, jak daleko mi do statusu gwiazdy to wiem ja sama, ale gustami mierzyć wysoko jeszcze nikomu, chyba, nie zaszkodziło. Dlaczego zdecydowałam się na domy rodzimych celebrytów? Pomyślałam, że wszyscy jesteśmy z tego samego podwórka, z tego samego kręgu kulturowego, to i łatwiej znajdę coś, co i mi przypadnie do gustu. A do tego wiem, że wielu z nich korzystało z rad uznanych dekoratorów, a to prawda stara jak świat, że dobrze jest uczyć się od najlepszych.

 

Przyznam się, że materiałów z domów gwiazd obejrzałam dotychczas niewiele. Jednak z tego co widziałam najbardziej przypadły mi do gustu wnętrza domu Adama Sztaby i jego narzeczonej - Doroty Szelągowskiej. Coś magicznego jest w ich domu! Wszystko utrzymane w jasnych kolorach, dominuje biel, choć różnokolorowych elementów – choćby takich jak żółty piekarnik czy różowa lodówka – też nie brakuje. Jak zaznaczyła pani domu, choć można mieć wrażenie, że jest bardzo kolorów  to cały dom utrzymany jest w tonacji czarno białej – to jest baza. Schody też są czarno-białe - wyglądają jak klawisze fortepianu  W sumie nic to dziwnego, przecież to mieszkanie pianisty :-). Kolorowa reszta – to tylko dodatki. Podoba mi się, że mają w domu dużo wzorów i wszelkich ornamentów. I książek! Nie wyobrażam sobie wnętrza bez książek – nawet jeśli jest niebiańsko urządzone, a nie ma książek, to nawet nie może liczyć na mój zachwyt.

 

W kuchni Adama Sztaby i Doroty Szelągowskiej przypadł mi do gustu jeden ciekawy patent – tablica na ścianie, która może służyć jako narzędzie do spisywania listy zakupów, albo miejsce do pisania miłych rzeczy :-D. Oczami wyobraźni już widzę jak mój miły pisze mi rano miłe słówka, a ja wpatruję się w nie siedząc przy kwadratowym (koniecznie!) stole. Bardziej od stołu wolałabym wyspę na środku, taką jak ma tych dwoje, jednak na to nie mam co liczyć. Moja kuchnia będzie miała zaledwie 10 metrów kwadratowych.

 

Bardzo spodobał mi się również pomysł na łazienkę – zamiast płytek – pleksi i fototapeta z drzewami. Oczywiście wszystko czarno-białe. Wrażenie robi spore i chyba pójdę tym samym tropem jeśli chodzi o techniczne rozwiązanie :-) tyle, że raczej dorzucę tam więcej koloru.

 

I z pewnością zrobię to samo, co zrobiła Dorota Szelągowska – znajdę sobie w domu kącik, w którym będę mogła trzymać swoje rzeczy, swoje wspomnienia i móc się w tym miejscu wyciszyć.

 

Nakręciłam się niemiłosiernie. Ale główny wniosek, który wysnułam z oględzin ich domu jest taki, że białe ściany wcale nie są takie złe. Trzeba tylko wiedzieć, jak odpowiednio zaaranżować ich płaszczyzny – również białymi elementami,takimi jak regały czy innego rodzaju półki – wówczas bile staje się różnokolorowa :-).

 

Wystarczy. Czas wziąć się za zmywanie, bo zmywarki się jeszcze nie dorobiłam.